.:: HUFIEC RAWSKI ::.
 
  :: 4-11.08.2007

      

Siedzimy przed szkołą w Biskupicach, jest już po odprawie obozowisk. Wychodzi ostatnia kolumna dziewczyn. Kropi deszcz. Podczas zwijania obozowisk przewaliła się bokiem potężna burza, na szczęście nas ominęła. Rozmawiam z dwójką reporterów gazety Euromoot. Nie mają jak dostać się do Olsztyna, jest prawie dziesiąta wieczór. Proponuję, że znajdę im samochód - w tym momencie kolega z logistyki podjeżdża, mówię jaka sytuacja. Odjeżdżają. Szukam szefa. "Michał, jedziesz?" "Tak, jadę. Z Tomkiem." "Zaraz wychodzi." "To ja chwilę poczekam." Przejaśnia się. Gdzieś na horyzoncie brzeg chmury. Podjeżdża niebieskie Stilo - samochód logistyki. Wsiadam.
Godzina jedenasta. Żółte odblaskowe kamizelki, światła latarek. "Via marcchepiedo, presto!" - źli na wyluzowanych Włochów idących całą szerokością ulicy próbujemy upchnąć ich na wąskim i wyboistym chodniczku, gdy schodzą z drogi na wysokości domu pielgrzyma "Święta Puszcza". Jest ciepło. Ktoś zasłabł. Podbiegamy. Dziewczyna tłumaczy po angielsku, że wszystko w porządku. To dobrze, ale ruch stoi. Puszczamy kolumnę bokiem. Ktoś pyta, która godzina. Cisza. "Mamy spore opóźnienie...". Schodzimy za ostatnią kolumną. Zamek wygląda imponująco. Podświetlony, gigantyczne kukły wykonane przez ekipę Francuzów odpowiedzialną za ekspresję opowiadają historię zamku. Jesteśmy zmęczeni. Kilka godzin pilnowania kolumn. Patryk, Bartek - jeszcze harcerze - prowadzili kolumny oświetlając je z tyłu czerwonym światłem pozycyjnym. Droga była prosta, ale trzeba było uważać, bo kolumny poszły szosą, zamiast przez wzgórza, lasem.
Przedstawienie się skończyło (niewiele zrozumieliśmy) i wyprowadziliśmy kolumny na nocny marsz do Częstochowy. Szesnaście kilometrów nocą, z plecakami po tak męczącym dniu i burzy - to nie lada wyczyn. Wsiedliśmy do samochodu. Zasnąłem. Po trzech godzinach obudziłem się. Kamizelka gdzieś znikła - ktoś pożyczył. Kolumny wychodziły z lasu, my kierowaliśmy je przez las i ubezpieczaliśmy, informując przejeżdżające pojazdy, że na odcinku jest duża piesza pielgrzymka. Jednocześnie zrobił się tu punkt sanitarny - jakaś Włoszka upadłaby, gdyby ktoś jej nie przytrzymał. Jedna dziewczyna była wyziębiona. Wymiotowała z osłabienia. Kilka skręconych kostek - standard. Karetka miała sporo pracy. My - również.
Częstochowa. Znowu zasnąłem w przytulnym wozie, ale tylko na moment. Do sanktuarium. Gdy dobiegliśmy, kolumny zaczęły wchodzić na Jasną Górę. Kierowaliśmy je do sanktuarium, toalet, domu pielgrzyma. Ktoś się zgubił. Zgubiłem kurtkę. Zmęczenie. Idzie Tomek Szydło, nasz szef. "Koniec, chłopcy." Zmęczeni - ale szczęśliwi, po tylu trudach.

Michał Wójciak - przyboczny w gromadzie wilczków, podczas Euromootu logistyk w Biskupicach, Olsztynie i Częstochowie.